Szesnasty dzień okupacji urzędu

March 28th, 2002

Wczoraj, szesnastego dnia okupowania magistratu przez sieradzkich przedsiębiorców, odwiedził ich poseł Piotr Krzywicki. Była to próba rozwiązania problemu kupców, poszkodowanych przez spółkę „Prosir”.

– Do końca marca ubiegłego roku mieliśmy otrzymać lokale w budynku przy ulicy Jana Pawła II – mówi Małgorzata Molka. – Wielokrotnie rozmawialiśmy na ten temat z prezydentem Sieradza, gdyż miasto jest głównym udziałowcem „Prosiru”. Usłyszeliśmy mnóstwo obietnic bez pokrycia, kłamstw.

Wszystkie rozmowy z prezydentem są nagrane na taśmie. Teraz podejrzewamy, że od początku nie było woli przekazania nam tych pomieszczeń.

Oczywiście oferta podpisania aktów notarialnych z 1,5 milionowym długiem jest aktualna. Rzecz w tym, że przedsiębiorcy wykupili swe pomieszczenia w 90 procentach.

– Nie braliśmy tego kredytu, więc nie my go będziemy spłacać – wyjaśnia Jerzy Kaczmarek. – Jesteśmy tym bardziej rozgoryczeni, że miasto Sieradz było gwarantem tej inwestycji.

– Miasto jest instytucją zaufania społecznego. To nie prywatna firma o niestabilnej kondycji finansowej wzięła kredyt, a samorząd terytorialny. To jakaś kuriozalna sytuacja, że do tej pory nie zainteresował się sprawą wojewoda łódzki, którego głównym zadaniem jest nadzór nad samorządami – mówił Piotr Krzywicki, poseł RP.

– Zapytam, dlaczego w tej kwestii nic nie robi. Poza tym na najbliższym posiedzeniu Sejmu, czyli 3 kwietnia, złożę interpelację skierowaną do premiera rządu, a dotyczącą Sieradza. To niesłychane, aby miasto oszukało swoich mieszkańców!

Poseł dodał również, że jeśli zarząd miasta narazi je na straty, to ma zastosowanie kodeks karny. – Także tym aspektem tej sprawy się zainteresuję – dodał na koniec parlamentarzysta.

Autor artykułu: (bbs)

Dobre ciasteczko?

March 28th, 2002

Zrezygnowana kobieta wyjmuje z torby słoiki i paczki ze słodyczami. – Proszę zobaczyć, czym nas uraczono na święta wielkanocne – mówi. – Otrzymaliśmy produkty, których większości nie da się zjeść. Nie mają nawet daty przydatności do spożycia, jak mam być więc pewna, że mogę zaserwować mojej rodzinie posiłek z nich przygotowany?

Czytelniczka, która zdecydowała się podzielić swoimi wątpliwościami i oburzeniem z sieradzką redakcją „Dziennika Łódzkiego”, skorzystała z akcji Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Dary odebrała przed kilkoma dniami.

Sprowadzonymi z Holandii produktami spożywczymi obdzielono wtedy pięćdziesiąt sieradzkich rodzin. Postanowiliśmy wyjaśnić sprawę i nam wydało się bowiem podejrzane, że na słoikach z fasolą i zielonym groszkiem oraz na opakowaniach z ciastkami nie było nadruku z datą przydatności do spożycia.

Jak dowiedzieliśmy się w sanepidzie, stowarzyszenia charytatywne nie mają obowiązku zgłaszania do kontroli przyjmowanych produktów spożywczych, które rozdzielają potem wśród swoich podopiecznych.

– Jest to ich dobra wola – wyjaśniła „DŁ” Janina Jankowska-Adamczewska, kierownik zduńskowolskiego Oddziału Zamiejscowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Łodzi.

– Z reguły jednak wszystkie podobne organizacje do nas się zgłaszają. Po zarządzonych wtedy oględzinach stwierdzamy, czy żywność można rozdysponować dalej.

Tak stało się w przypadku produktów, które PKPS niedawno rozdał w Sieradzu. W stowarzyszeniu przedstawiono nam protokół z kontroli sanepidu, w którym inspektorzy stwierdzili, że omawiane produkty nie zawierają komponentów szkodliwych dla zdrowia i nadają się do bieżącego spożycia.

Termin przydatności fasoli i zielonego groszku, których wygląd wzbudził najwięcej podejrzeń u naszej czytelniczki, wyznaczono na styczeń przyszłego roku.

A brak dat na słoikach i opakowaniach? Jak zapewniają członkowie prezydium sieradzkiego Oddziału PKPS, produkty, które nie mają tych oznaczeń, są prosto z taśmy przekazywane na rzecz holenderskiej fundacji utrzymującej kontakty z komitetem. Dlatego na słoikach brakuje nawet etykiet, co nie oznacza wcale, że są to wyroby niepełnowartościowe.

– Wszystkie rzeczy i produkty, które do nas trafiają, są segregowane. Te niedobre niszczymy. Tym bardziej zabolała nas opinia, że rozdajemy zepsutą żywność – dodają członkowie prezydium. – Polscy producenci mają problemy ze wspomaganiem organizacji charytatywnych, powinniśmy być więc wdzięczni, że robią to inni. Przecież jeśli komuś forma naszej pomocy nie odpowiada, nie musi z niej korzystać. Zdajemy sobie sprawę, że wszystkim się nie dogodzi, ale to nie powód, by potępiać nasze działania.

A na dowód, że żywność, która trafiła niedawno do domów ich podopiecznych, jest dobra, przegryzają ze smakiem holenderskie ciasteczko…

Autor artykułu: paweł gołąb

Logika sterownika

March 28th, 2002

Piotr Krasoń i Łukasz Niewiarowski z Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 1 w Piotrkowie zajęli drugie miejsce w II etapie Ogólnopolskiego Konkursu Mechatronicznego w Siedlcach.

– To już druga edycja konkursu – mówi Stanisław Bykowski, nauczyciel w ZSPp nr 1, opiekun chłopców.

– Jego celem jest propagowanie nowych rozwiązań sterowania maszynami. Sama mechatronika to całkiem nowa dziedzina, zajmująca się sterowaniem układów mechanicznych za pomocą urządzeń elektronicznych, takich jak np. komputery.

Zadania, jakie postawiono uczestnikom konkursu, polegały nie tylko na teoretycznym rozwiązaniu problemu. Musieli zrealizować projekt w praktyce. Należało to wykonać w rzeczywistych układach bądź w animacji komputerowej.

Piotrkowianie podzielili się pracą – Łukasz był odpowiedzialny za część teoretyczną, a Piotr za praktyczną.

– Na komputerze układa się program. Przesyła się go do sterownika – wyjaśnia Piotr Krasoń. – Należy to następnie podłączyć do układu wykonawczego i zaprezentować komisji działanie całego układu. – Do zadania praktycznego musiałem przygotować dokumentację techniczną – dodaje Łukasz Niewiarowski.

Mechatronika obejmuje wiedzę z mechaniki, elektroniki i technik komputerowych. Od nowego roku szkolnego w ZSPp nr 1 zostanie otwarta klasa o takim kierunku kształcenia.

Autor artykułu: (zat)

Dialog z widzami

March 27th, 2002

Michał Lenarciński: Dziś na świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Teatru. Jak pan dyrektor ocenia nasz współczesny teatr?

Kazimierz Dejmek: – Mam w tej chwili nieco rozrzedzony kontakt z polskimi teatrami i trudno jest mi o tym mówić w imieniu całości. Powszechnie dochodzą do mnie utyskiwania na stan polskiego teatru, ale też słowa pełne samozachwytów. Więc jak jest naprawdę – nie mam pojęcia.

- A co powiedziałby pan o teatrze, który ogląda, lubi, do którego chodzi?

– Myśli pan o Nowym w Łodzi?

- Tak myślę.

– Uważam, że pod dyrekcją Mikołaja Grabowskiego Teatr Nowy – jak by to powiedzieć bez dęcia w puzony – odrodził się. To nie ulega najmniejszej wątpliwości. I w tej chwili jest to teatr z perspektywą, rokujący duże nadzieje. W dalszym ciągu żałuję, że Grabowski odchodzi.

- W Łodzi możemy mówić „umarł król, niech żyje król”. Publiczność łódzka czeka na pana realizacje. A że nie tylko łódzka – świadczyło entuzjastyczne przyjęcie „Snu pluskwy” w pana reżyserii na festiwalu „Interpretacje”.

– Mówmy o sztuce Słobodzianka. To jest najważniejsze, a dopiero potem reżyseria.

- Jest pan bardzo skromny.

– Nie jestem. Tylko „znaj proporcjum mocium panie”. Gdyby nie utwór Słobodzianka, to nie byłoby tego przedstawienia.

- Czym pan widzów zaczaruje?

– Tu nie ma żadnej mowy o zaczarowaniach i oczarowaniach. Trzeba po prostu rzetelnie i w miarę możliwości sensownie pracować. A co z tego wyniknie, to już niedługo zobaczymy.

- Ale czy nie jest jednak tak, że teatr w którymś momencie zaczarowuje widzów tym, że jego sztuka staje się „tu i teraz”, że można w nią wejść?

– Tak, ma pan w stu procentach rację. Tylko… ślepej kurze rzadko się to ziarenko przytrafia. Więc na razie mówmy o rzetelnej i sensownej pracy.

- Co najważniejszego powinno spełnić się teatrowi, by było mu lepiej?

– Nie ogarniam całości problemu.

- Jest tego zbyt dużo?

– Tak. A ja zbyt daleko pozostawałem ostatnio na uboczu.

- Czego życzyłby pan dziś polskiemu teatrowi, przy okazji święta?

– Będę się powtarzał, że nie życzyłbym niczego ponad rzetelną pracę, która by odpowiadała podświadomym i świadomym oczekiwaniom widowni. I intensywnego dialogu z nimi.

Autor artykułu: Michał Lenarciński

Paczki dla najuboższych

March 27th, 2002

Łódzki „Caritas” przygotowuje około 400 paczek ze świątecznymi wiktuałami dla swoich podopiecznych.

– Paczki otrzymają w Wielki Piątek osoby, które korzystają w ciągu roku z naszej stołówki przy ul. Gdańskiej 111 – wyjaśnił Jerzy Marcinkiewicz z łódzkiego biura „Caritasu” Archidiecezji Łódzkiej. – W każdej paczce znajdzie się: pieczywo, babka drożdżowa, jajka, konserwa mięsna i wędlina. Jednak chciałbym podkreślić, że staramy się pomagać potrzebującym nie tylko z okazji świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy.

Oprócz 400 osób korzystających z bezpłatnej jadłodajni przy ul. Gdańskiej, codziennie rozdawana jest odzież – nowa i używana – oraz żywność dla potrzebujących: cukier, mąka, masło i pieczywo.

Każdego dnia, dzięki współpracy z pięcioma piekarniami, pracownicy „Caritasu” wydają od 200 do 450 bochenków chleba. Czasem realizują także recepty. Dziennie z takimi prośbami przychodzi od 15 do 20 osób. Jednak żeby spełnić ich prośbę, trzeba zabrać z funduszu przeznaczonego na zakup żywności.

Autor artykułu: (mawi)

Pomogą, ale nie wszystkim

March 27th, 2002

Województwo łódzkie otrzymało dodatkowo z budżetu państwa 20 mln złotych na zasiłki, przyznawane przez ośrodki pomocy społecznej. Łódź dostała prawie 6 mln zł. Czy to poprawi sytuację osób korzystających ze wsparcia Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej?

– Będzie trochę lepiej, ale z pewnością zabraknie pieniędzy na świadczenia fakultatywne, czyli zasiłki okresowe – mówi Jolanta Piotrowska, zastępca dyrektora MOPS w Łodzi.

– Dwa lata temu 15 tysięcy łodzian otrzymywało takie zasiłki, ale teraz nie wypłacamy ich nikomu, bo brakuje pieniędzy. Ratujemy się niewielkimi zasiłkami celowymi z funduszy samorządu. Średni zasiłek wynosi około 50 zł.

Przyznana dodatkowa kwota nie wyrówna w całości tegorocznych niedoborów łódzkiego MOPS. Same niedobory na zasiłki obligatoryjne (zasiłki stałe, renty socjalne i zasiłki stałe wyrównawcze) i ubezpieczenia społeczne szacuje się na 5 mln 400 tys. zł. Na składki na ubezpieczenie zdrowotne brakuje 1 mln zł, a na usługi opiekuńcze około 900 tys. zł.

– Liczymy na kolejne dotacje – mówi Jolanta Piotrowska.
Region łódzki otrzymał ponadto 5 mln zł na placówki opiekuńcze (domy dziecka, pogotowia opiekuńcze, ośrodki wychowawcze) i około 5 mln na domy pomocy społecznej.

Autor artykułu: (lesz.)

Lawina życzeń

March 26th, 2002

Skrzynki pocztowe przeżywają w tym tygodniu prawdziwe oblężenie. Gdyby nie były opróżniane dwa razy częściej, łodzianie mogliby mieć problemy z wciśnięciem w nie listów czy kartek. Wszystkiemu są „winne” zbliżające się święta.

Jak co roku, przed Wielkanocą dziewięciokrotnie wzrasta liczba wysyłanej przez łodzian korespondencji. W normalny dzień pracownicy Poczty Polskiej wyciągają ze skrzynek od 22 do 25 tysięcy przesyłek, zaś przed Wielkanocą około… 200 tysięcy.

Liczby te z roku na rok są jednak coraz mniejsze. W dobie Internetu i telefonów komórkowych świąteczne życzenia na kartkach pocztowych zastępowane są SMS-ami i e-mailami.

– Zauważyliśmy też wyższość Bożego Narodzenia nad Wielkanocą – mówi Anna Bubas, rzecznik prasowy dyrekcji okręgu Poczty Polskiej w Łodzi. – Zimą bowiem liczba wyjmowanych ze skrzynek przesyłek wzrasta aż 15-krotnie.

Wysyłając świąteczne życzenia, bardzo wiele osób dba o wszystkie szczegóły. Nie tylko szuka w księgarniach pięknych kartek, wypisuje ciepłe słowa, ale także chce ozdobić kartkę lub list okolicznościowym znaczkiem. Poczta wydrukowała więc świąteczne znaczki o nominałach 1, 2 i 10 zł, z palmą i pisankami.

Choć świątecznych życzeń przesyłamy z roku na rok coraz mniej, w urzędzie przy al. Włókniarzy służby pocztowe pracują na zwiększonych obrotach. Więcej pracowników skierowanych zostało do ręcznego segregowania korespondencji.

– Mamy w Łodzi jedną z pięciu w Polsce najnowocześniejszych maszyn rozdzielczych – mówi Andrzej Kamieński, dyrektor Urzędu Przewozu Poczty w Łodzi. – Niestety, bardzo dużo przesyłek nie jest odpowiednio adresowanych, dlatego maszynie trzeba pomagać. 20 procent przesyłek automat potrafi odczytać sam, 40 procent przechodzi przez wspomagające stanowiska operatorów wideokodowania, reszta trafia do ręcznego segregowania.

W adresach często brakuje kodów, numerów mieszkań, a nawet nazw ulic. Jednak niedokładnie zaadresowane kartki i listy nie są wyrzucane do kosza. Z ich doręczeniem muszą sobie poradzić miejscowi listonosze.

Autor artykułu: (aro)

W Galerii „Bywalca”

March 26th, 2002

Wystawę obrazów Leszka Bartkiewicza otworzyliśmy wczoraj w naszej redakcyjnej Galerii „Bywalca”. Autor tematem swoich prac uczynił ciało ludzkie, które przetwarza we własne niepowtarzalne formy.

To już siódma (a trzecia w Łodzi) indywidualna ekspozycja artysty, który w ubiegłym roku ukończył łódzką Akademię Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego, gdzie studiował w pracowni projektowania grafiki wydawniczej prof. Stanisława Łabęckiego i w pracowni rysunku prof. Zbigniewa Purczyńskiego.

Na wystawie znalazły się obrazy pochodzące z lat 1998-2002, układające się w dwa cykle tematyczne „Postacie kreślone” i „Figury kreślone”. Wszystkie zostały wykonane farbami olejnymi oraz akrylowymi na płótnie.

– Mody się zmieniają, a malarstwo jest sztuką najbardziej trwałą i poszukiwaną przez kolekcjonerów. Cieszę się, że Galeria „Bywalca” stawia na młodych i na malarstwo – powiedział podczas wernisażu Leszek Bartkiewicz.

Artysta pochodzi ze Starachowic, gdzie urodził się w 1976 roku. Obecnie mieszka i pracuje w Koluszkach.

Obrazy oprawiono w pracowni pozłotnictwa i oprawy obrazów Jerzego Jachimka. Sponsorem pokazu jest PKO BP. Wystawę można oglądać w Galerii „Bywalca” w dni powszednie w godz. 10-17 w siedzibie redakcji „Dziennika Łódzkiego” przy
ul. Skorupki 17/19 na II piętrze.

Autor artykułu: (pi)

Ach, ci piesi!

March 26th, 2002

Łódzka policja drogowa alarmuje: co miesiąc rośnie liczba wypadków spowodowanych przez pieszych. W lutym było ich dwa razy więcej niż w styczniu. W marcu jest podobnie. A najgorsze dni prawdopodobnie dopiero przed nami.

W styczniu piesi spowodowali 16 wypadków i tyle samo osób (sprawców wypadków) zostało rannych. W lutym wypadków z winy pieszych było już 28. Jedna osoba zginęła, a 28 zostało rannych. W marcu w 27 wypadkach spowodowanych przez przechodniów dwie osoby zginęły, a 26 zostało rannych. A przecież marzec jeszcze się nie skończył.

– Mamy przed sobą najgorsze dni przedświątecznej gorączki – mówi Katarzyna Zdanowska z sekcji ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. – Piesi, którzy na co dzień nie są zdyscyplinowani, teraz mogą być prawdziwym zagrożeniem na drodze.

Z obserwacji Remigiusza Bazylińskiego, naczelnika łódzkiej drogówki, wynika, że najczęściej ofiarami wypadków padają ludzie starsi, przechodzący przez jezdnie w miejscach zabronionych. Starają się skrócić sobie drogę, ryzykując życie.

Chodzenie na skróty to plaga w rejonie akademików Politechniki Łódzkiej, Dworca Kaliskiego, kładki nad al. Wyszyńskiego na Retkini. Częste jest też przedzieranie się przez żywopłot na torach tramwajowych w alei Kościuszki. W wielu rejonach nagminne jest skakanie przez siatkę odgradzającą tory i przebieganie przy czerwonym świetle.

– Dotychczas kładliśmy nacisk na egzekwowanie przepisów od kierowców, ale trzeba to zmienić – zapowiada Remigiusz Bazyliński. – Jak się okazuje, gdyby nie postawa pieszych, wypadków w Łodzi byłoby znacznie mniej.

Pokazuje to przykład ostatnich dni. W piątek na dziewięć wypadków pięć nastąpiło z winy pieszych, w sobotę były to dwa wypadki z pięciu, ale już w niedzielę przechodnie spowodowali dwa z trzech wypadków.

Część pieszych to ludzie pijani, którzy nagle wchodzą na jezdnię. Tak było z 30-letnią kobietą, która miała 2,7 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu, kiedy weszła przy czerwonym świetle na jezdnię ul. Zgierskiej.

Policja wyśle na miasto patrole z głośnikami w radiowozach. Przez megafony funkcjonariusze będą wzywać pieszych do przestrzegania przepisów. Czy to pomoże?

– Jeśli chociaż jeden na dziesięciu pieszych posłucha, to i tak będzie wspaniały wynik – mówi naczelnik Bazyliński.

Autor artykułu: (maj)

80 lat w życiu miasta

March 23rd, 2002

Niezwykłą wystawę otwarto wczoraj w czytelni Powiatowej Biblioteki Publicznej w Sieradzu. Ekspozycja poświęcona jest siostrom urszulankom, których zgromadzeniu przyznano niedawno tytuł „Sieradzanina XX wieku” w plebiscycie Naszego Radia.

Uroczystość otwarcia uświetnił przyjazd Ryszarda Wójcika, znanego dokumentalisty i dziennikarza, który przed laty badał dzieje sieradzkich urszulanek w czasie okupacji. W prezencie przekazał siostrom kasetę wideo z zapisem przeprowadzonej 13 lat temu rozmowy na ten temat z siostrą Pauliną Jaskulanką.

Wystawa, dowodząca niezwykłej roli, jaką od 80 lat pełnią w życiu Sieradza urszulanki, czynna będzie w bibliotece do połowy kwietnia.

Autor artykułu: (pg)